niedziela, 1 listopada 2009

'Dr Jekyll i Mr Hyde' R.L.Stevenson


Mój egzemplarz książki o człowieku o dwóch twarzach pochodzi z 1949 roku i ma zachęcającą okładkę. Do odkurzenia jej zachęciła mnie Zosik rzucając pytanie dotyczące halloweenowej lektury.
Wśród kanonu upiorów Mr Hyde ma ugruntowaną pozycję, więc jak sądzę przedstawiać go nie trzeba. Ta dziwna postać przemierzająca ulice w przymglonym świetle latarni, zmierzająca do dawnego budynku trupiarni jest esencją zła wydobytą z niepozornego doktor Jekylla. Doktor przeprowadza swe eksperymenty w laboratorium znajdującym się w starym domu chirurga. Pomieszczenia wypełnione są alchemicznymi naczyniami (w tym stara sala wykładowa)które są świadkami niezrozumiałych dla racjonalnego umysłu przemian. Jekyll jednak traci panowanie nad metamorfozami, Pan Hyde niczym mydło wyślizguje mu się z rąk i na wzór złego dżina niechcącego kornie powrócić do swojej lampy, umyka zamknięciu.

piątek, 30 października 2009

'Człowiek transplant' Sanjay Nigam


Jeśli uznać, że namiastką amerykańskiego snu czyli Hollywood jest Bollywood, to Indie tą namiastką nie zaspokoiły swojego apetytu. Po zamknięciu książki uśmiechnęłam się pod nosem, bo to co przeczytałam wydało mi się indyjską wersją ‘Ostrego dyżuru’. Jądrem wokół którego krążą elektrony jest Człowiek Transplant – najbardziej spektakularny przypadek w historii szpitala nowojorskich Małych Indii. Nowy pacjent jest mozaiką ( tessery do wyboru ,do koloru: od najbardziej standardowych- nerek poprzez nieco większego kalibru –serce, aż po takie o których możliwości przeszczepu nie miałam pojęcia – rogówki!), dzięki swojemu szczęściu w nieszczęściu stał się symbolem różnorodności państwa którego (też o ironio) jest Ministrem Zdrowia. Indyjski polityk wzbudził we mnie dużo sympatii, pewnie dlatego, że rozczytywał się w ‘Wichrowych Wzgórzach’ (w czasie swojego długiego pobytu w szpitalu udało mu się powrócić także do wielu innych pozycji z kanonu literatury angielskiej).
Ps. Dziwny zbieg okoliczności, ale jest to druga pozycja z puli literatury indyjskiej jaką czytam w życiu i w której autor na pierwszej stronie zaczyna opowieść od zdarzenia w metrze! Czy wszystkie książki indyjskich autorów zaczynają się od sceny w metrze?

środa, 28 października 2009

'Opowieść żony, która spróbowała czarów' Anita Nair


Namiętność którą odkryłam w tej książce kojarzy mi się z baśniami. Dla mnie jest egzotyczna, delikatna jak skrzydła ćmy i gładka jak jedwab. Autorka jest jak ślimak – w kilku opowiadaniach przedstawia Indie które zawsze nosi ze sobą. Elementem łączącym sceny są historie indyjskich emigrantów w Ameryce. Każda jest inna ale wszystkie oscylują wokół pragnień miłości, strachu przed samotnością i zagubienia w wielkim mieście. Autorka przyprawiła je trochę czarami. Najbardziej podobała mi się historia o ćmie. Tak jak trudno jest zmierzyć objętość waty cukrowej, tak samo trudno jest pisać o tych opowiadaniach. Muskają wyobraźnię, są efemeryczne.
[o drzewie]:”Mniejsze gałęzie poodłamywano i teraz tylko piąstki chropowatej kory w niemym gniewie wygrażały niebu.”

poniedziałek, 26 października 2009

'Ex libris. Wyznania czytelnika' Anne Fadiman


Anne Fadiman jest cudowna,bo jest sama swoja. W kilku esejach wyznała swoje małe grzeszki - jest miłośniczką książek w najdoskonalszym tych słów znaczeniu. Z wielką czułością opowiada o regałach, ulubionej pułce w domowej bibliotece, o zaślubinach swoich zbiorów bibliotecznych ze zbiorami swojego męża, o zboczeniach - np. wyłapywaniu błędów z menu w restauracji czy z instrukcji obsługi urządzeń gospodarstwa domowego, o wychowywaniu się w rodzinie erudytów i książkowych maniaków, o antykwarycznych eskapadach, o książkowych dedykacjach oraz o molekułach książkowych czyli po prostu zachwyca się słowem. Słowna fetyszystka i książkoholiczka.
Czytając jej książkę każdy bibliofil, nie zależnie od tego gdzie oddaje się owej rozkoszy, poczuje się jak w wygodnym fotelu, pod kocykiem, przy kominku, z herbatą i ciastkiem pod ręką. Czyli po prostu jak u Pana Boga za piecem. Mnie zdołała całkowicie oswoić.
Ps.Żałuję,że Anna Fadiman nie prowadzi swojego bloga o książkach...Naprawdę polecam!

Smakowite cytaty:

"Trudno mi przejść przez jezdnię, gdy wyświetla się napis DONT WALK, nawet jeśli na milę nie widać żadnego samochodu. Jednak gdy czekam, rewanżuję się myśląc: NIE OPUSZCZAJ APOSTROFU!"

[o pułkach]"Same były dziełami sztuki, mozaikami od podłogi po sufit, złożonymi z wielobarwnych prostokątów..."

"Ja i mój mąż George uwodziliśmy się nawzajem książkami i wraz z zaślubinami naszych dusz nastąpiły też zaślubiny naszych bibliotek."

piątek, 23 października 2009

'Córka grabarza' Joyce Carol Oates


Tytuł książki jest zapowiedzią brudnej treści. Wątki upaprane przemocą, złą żądzą, nienawiścią, wątki wilgotne i zimne. Mozaika tego co typowo amerykańskie – drogi, ścieżki kariery od pucybuta do milionera, od czyściciela basenów do właściciela małej laguny. Córka grabarza jest wyjątkowa w rodzinie imigrantów ponieważ rzutem na taśmę staje się córą amerykańskiej ziemi. Ma w sobie jeszcze europejskie naleciałości, które jednak zostają przyćmione przez zaoceaniczny styl życia. Całkowitą asymilację utrudniają jej wspomnienia pierwszych lat życia ,stosunków w rodzinie i warunków w których się wychowywała. Rebeka ze słownikiem pod pachą, stawia czoło samcom, wychowaniu syna i własnym wspomnieniom. Jej amerykański sen przebiega analogicznie do rozwoju kina – od ubogiego czarno-białego obrazu do hollywódzkich standardów.
Nie zachwyciła mnie. Ze wzgledu na klimat nie była to moja najprzyjemniejsza lektura.

wtorek, 20 października 2009

'Wichrowe Wzgórza' Emily Jane Brontë


Jest to opowieść o Pięknej i Bestii. W klasycznej historii zaszły jednak pewne modyfikacje. Nie ma wesołych dzbanuszków, filiżanek i świecznika. Piękna jest piękna ale już nie taka miła. Bestia odraża, nie swoim wyglądem jednak, a niemalże diabelską naturą. Wątek który fascynuje najbardziej, nie kończy się łatwym happy endem. Jest trochę mroku w dobrym smaku, są posiadłości naznaczone dramatycznymi scenami , w posiadłościach zakurzone pokoje przesiąknięte gorączkami szaleństwa. Krajobraz przypominał mi dzienne pejzaże Courbeta oraz nokturny Fridricha, pomieszczenia po których mogłyby spacerować niespokojne dusze przywodziły mi na myśl obrazy Füssliego. Udzielił mi się klimat, nie raz po plecach przeszedł mi dreszcz – czy to z niepokoju, czy z wyobrażenia warunków atmosferycznych.

środa, 14 października 2009

'Balzakiana' Jacek Dehnel


Dehnel, posługując się aparatem analogicznym, zrobił kilka zdjęć o iście cyfrowej jakości. Pierwsze, portret Tosi, dosłownie śpiącej na pieniądzach władczyni imperium nieoficjalnej kiełbasy. Drugie, Asi uciekającej spod deszczu purystycznych skrzydeł domowego wychowania pod rynnę światka artystycznego Warszawki. Trzecie to elegancki portret Adriana- Nikosia Dyzmy, odwołujący się do licznych konceptów, które może zdekodować jakiś erudyta. Czwarte natomiast, przedstawia galwanizowaną gwiazdę polskiej muzyki rozrywkowej, legendę retro - Halinę Rotter.
Dehnel jest też dobrym stylistą. W 'postpeerelowskim intymiźmie' można jeszcze wyczuć zapach legendarnej kolejki ustawionej w kierunku zawarcia 'transakcji wiązanej' przy ladzie MIĘSO WĘDLINY czy UBIORY TKANINY (do wyboru, do koloru).
W dworcowej kuchni czuć 'schabczaki, łazanki, kopytki i gulasz', na rodzinnych imieninach rolę pryzmatów spełniają kryształowe kieliszki otrzymane w prezencie ślubnym, znać siłę jaką oddziałuje na ludzi ta za oceaniczna waluta, słynne zielone.
Pozwala nam poczuć pod palcami linię krakelurów, rdzę, chłód trawertynu, wciągnąć powietrze przepełnione antykwarycznym kurzem.
Oprowadza nas po Moskwie, która mimo dzikiego pędu à la Tokio, stawia przed nami pomniki swojej dawnej świetności.
A wszystko to jakby pastisz Balzaca. Czyli galeria autorstwa Jacka Dehnela pt.'Balzakiana'.

wtorek, 13 października 2009

'Martha F.' Nicolle Rosen


'Martha F.' jest książką biograficzną opowidającą o kobiecie która była znana jako Pani Freud, Profesorowa Freud, a w końcu wdowa po Freudzie. Marta przez całe życie stała za kulisami teatru swojego męża. W haremie geniusza to ona grała rolę prawdziwej, opiekuńczej matki. Wyzbyła się swojego życia po to by zapewnić mężowi odpowiednie warunki do pracy nad dziełem. Nie była wtajemiczana w zawiłości psychoanalizy, po latach, kiedy ją poznała, dziwiła się,że Freud nie zastosował jej na sobie samym. Twórcę analizy od kuchni poznajemy dzięki korespondencji Marty z amerykańską dziennikarką. W tym czasie Marta, już wdowa, pracuje nad swoimi wspomnieniami, stara się ułożyć puzzle które pomogą jej spokojnie przygotować się do odejścia.

środa, 7 października 2009

'Zabić drozda' Harper Lee


Kiedy brałam tą książkę do ręki spodziewałam się znowu jakiejś historii o wariatach. Myślałam, że zwęszyłam podstęp, odkryłam nieoficjalną zasadę polegającą na tym, że książka z ptakiem w tytule to opowieść o ludziach żyjących na żółtych papierach. Przypomniał mi się i ‘Ptasiek’ i ‘Lot nad kukułczym gniazdem’. Cóż, nie ma chyba jednak żadnej teorii spiskowej, żadnego tajnego szyfru.
Znowu łapię się brzytwy. Jest to moja próba zatrzymania lata.
Dla mnie ta książka jest opowieścią o dzieciństwie. O terytorium zabaw wyznaczonym przez posesje domu zrzędliwej staruszki oraz tajemniczego, budzącego w dzieciach strach, samotnika. O wakacjach, wizycie przyjaciela z dzieciństwa, domku na drzewie, piciu lemoniady na tarasie, spaniu na werandzie. O dziecięcych mitach.
Być może nie to było najważniejsze dla autorki, która zajmowała się prawem. Ma to swoje odbicie w wątkach. Ojciec głównej bohaterki, Atticus, jest adwokatem broniącym sprawy czarnoskórych. Sprawa ta była skazana na niepowodzenie, jest jednak kamieniem milowym w walce o równouprawnienie.
À propos, Atticus jest teraz moim drugim ulubionym bohaterem literackim. Pierwszym jest Rett Butler.

niedziela, 4 października 2009

'Rubinowe czółenka' Joanne Harris


Kupiłam tą książkę w gdańskim Empiku. Było to pod koniec wakacji dwa lata temu. Spędzałam wtedy ostatnie dni sierpnia u mojej koleżanki nad morzem. Przed wyjazdem uparłam się, że koniecznie muszę mieć kontynuację ‘Czekolady’. ‘Czekolady’ nigdy nie czytałam, ekranizację natomiast znam bardzo dobrze. Zawsze poprawia mi humor (nie potrafię zliczyć po jakiej dawce się uśmiecham). Jest świetna na jesień, dlatego teraz, kiedy dni są coraz krótsze, chcę do niej wrócić żeby odnaleźć receptę na jesienno – zimowy brak światła i jego konsekwencje. Wracając jednak do ‘Rubinowych czółenek’. W pociągu, w drodze powrotnej do domu, skupiłam się na ‘Nad Niemnem’, były to czasy strachu przed maturą, na nową książkę nie mogłam sobie jeszcze pozwolić. Później była dla mnie takim popychadłem, ciągle wskakiwało coś przed nią do kolejki. Kiedy wreszcie nadeszła jej pora, porzuciłam ją po przeczytaniu połowy ( nie byle jakiej, bo połowa to 250 stron!). Od tego czasu leżała znienawidzona (mocne słowo) na półce, żałowałam, że wydałam na nią pieniądze. Wróciłam do niej z powodu Kolorowego czytania. Wciągnęła mnie całkowicie! Widać to prawda ,że na każdą książkę przyjdzie czas.
Cóż. Wiatr nadal nie dał sobie na wstrzymanie. Do znanych nam już postaci, Vianne, Anouk i Roux, przywiał kolejne które wcale nie pomagają go udobruchać. Znów pięknie pachnie czekoladą i egzotycznymi przyprawami. Tym razem epicentrum, nie tylko kulinarnych, czarów jest kawiarenka w paryskiej dzielnicy Montmartre. Poddałam się jej urokowi, w głowie tworzyłam adaptację (z Johnnym Deppem oczywiście), wracałam do Paryża (w którym byłam dokładnie miesiąc temu) i mam teraz wielką ochotę kupić sobie śliczne rubinowe buty. Ostatnio moje lektury nie wpływają dodatnie na moją dietę.



Ilustracja pochodzi ze strony Joanne Harris.